Nazywam się Adriana Sroczyńska-Andruszewska, na co dzień mówi się do mnie Ada. Prowadzę Studio ASA w Zielonej Górze i robię dwie rzeczy, które z zewnątrz wyglądają na dwa osobne zawody: fotografuję ludzi i masuję ludzi. Pytanie, jak to się ze sobą łączy, słyszę na tyle często, że odpowiedź mam już gotową, i jest krótsza, niż się można spodziewać. W obu przypadkach cała praca polega na tym, żeby dać komuś tyle czasu, ile potrzeba, aż przestanie się pilnować.
Przed aparatem to pilnowanie się nazywa się pozowaniem. Na stole do masażu nazywa się napinaniem na zapas, czyli spinaniem mięśni, zanim jeszcze cokolwiek się wydarzy. To jest ta sama rzecz i schodzi w ten sam sposób: nie na komendę i nie dlatego, że ktoś każe się rozluźnić, tylko dlatego, że przez pewien czas nikt niczego nie każe. Reszta tej strony to opis tego, jak pracuję, czego się jeszcze uczę i na co umawiam się z każdą osobą, zanim cokolwiek się zacznie.
Skąd wiem, że to jedna praca
Większość mojej zawodowej drogi to fotografia i to ona nauczyła mnie rzeczy, którą wykorzystuję teraz przy masażu. Nie robię sesji trzydziestominutowych i nie jest to kwestia cennika. Godzina jest potrzebna dlatego, że pierwsze kilkanaście minut zawsze schodzi na to, żeby osoba przede mną złapała komfort, a bez tego dostaję zdjęcie kogoś, kto właśnie pozuje. Umiem zrobić zdjęcie szybciej, tylko że będzie to zdjęcie czyjejś wersji wyćwiczonej w lustrze.
Przy masażu ten sam wstęp nazywa się rozmową. Zanim ktokolwiek położy się na stole, siadamy i rozmawiamy, i nie jest to grzecznościowy wstęp przed właściwą częścią, tylko właściwa część numer jeden. Rozmowa robi z głową to, co masaż robi z ciałem, a od głowy trzeba zacząć, bo napięte ciało pod napiętą głową nie odpuści. Po jakichś czterdziestu pięciu minutach sesji nawet najbardziej rozpędzona głowa zaczyna się wyłączać sama i nie muszę jej do tego namawiać.
Zdanie, które wraca do mnie od klientów, brzmi mniej więcej tak: przy tobie czuję się naturalnie. Przez lata brałam je za miły komplement, aż w pewnym momencie zrozumiałam, że to jest opis usługi, którą sprzedaję, tylko powiedziany nie moimi słowami. Aparat i dłonie są narzędziami, a nie zawodami. Zawód jest jeden i polega na tym, żeby ktoś przestał się kontrolować przy obcej osobie w pokoju.
Co robię aparatem
Fotografuję sesje kobiece, rodzinne i portret, robię też sesje prowadzone, czyli takie, w których nie zostawiam nikogo samego z pytaniem, co teraz zrobić z rękami. Sesje wnętrzowe realizuję w wynajmowanym studiu w Zielonej Górze, plenerowe tam, gdzie światło o danej porze dnia jest najlepsze. Sesja trwa godzinę i wolę powiedzieć wprost, dlaczego nie skracam: krótsza sesja to sesja bez tego kwadransa, w którym w ogóle robi się coś ciekawego. Wybieram też zdjęcia za ciebie, zamiast oddawać pięćdziesiąt podobnych kadrów do samodzielnej selekcji, bo wybór między dwiema mikroróżnicami mimiki to nie jest praca dla osoby na zdjęciu.
Materiał, który dostajesz, przygotowuję w wersji do druku i do publikacji w sieci. Zdjęć nie pokazuję nigdzie bez twojej wyraźnej zgody, także tych, które uważam za najlepsze w całej sesji. Portfolio na tej stronie to prace, na które taką zgodę mam, i tylko one. Więcej piszę na stronach o ofercie fotograficznej i o portfolio.
Co robię rękami
Robię masaż lomi lomi, masaż bańką chińską, masaż antycellulitowy, relaksacyjny i intuicyjny. Przy lomi lomi upieram się przy pełnej nazwie, czyli lomi lomi nui, i ma to konkretny powód. Słowo nui mówi o rotacjach kończyn, a bardzo dużo osób wykonuje masaże nazywane lomi lomi bez rotacji, bo żeby rotować czyjeś ramię, trzeba wiedzieć, jak zbudowane jest ciało. Rotacji uczyłam się między innymi od fizjoterapeutów, którzy pokazywali mi je na sobie, i to jest dziś ta część sesji, po której najczęściej słyszę, że czegoś takiego wcześniej nie było.
Do masażu bańką i do masażu antycellulitowego pracuję ręką i gumową bańką, bez aparatury, i mówię o tym od razu, bo część gabinetów pod tą samą nazwą sprzedaje zabieg urządzeniem. Olej mam zawsze naturalny, najczęściej mieszankę kokosowego, migdałowego i słonecznikowego. Dlatego przy umawianiu pytam o uczulenie na orzechy, zwłaszcza na migdały, i proszę, żeby powiedzieć o nim nawet wtedy, gdy reakcja bywa łagodna. To jedno pytanie zadane przez telefon jest tańsze niż odwoływanie sesji w drzwiach. Więcej piszę na stronach o wszystkich masażach i o masażu lomi lomi.
Czego się uczę i czego nie umiem
Kończę kurs techniki masażu i uczę się anatomii, bo praca z rotacjami bez wiedzy o stawach jest zgadywaniem na cudzym ciele. Każdą technikę, którą stosuję, mam potwierdzoną dokumentem i możesz poprosić o wgląd, zanim się położysz, bez uzasadniania po co. Masaży lomi lomi mam za sobą ponad pięćdziesiąt, co jest liczbą, którą podaję dokładnie dlatego, że nie brzmi imponująco. Wolę ją napisać, niż napisać setki, których nie umiałabym policzyć.
Teraz część, którą pomija większość stron o mnie w tej branży. Nie jestem fizjoterapeutką ani lekarką, a masaż u mnie nie leczy schorzeń i nie zastępuje leczenia. Jeśli za konkretną dolegliwością stoi konkretny problem zdrowotny, odsyłam do lekarza, zamiast przyjmować rezerwację, i zdarza mi się to kilka razy w miesiącu. Zdarza mi się też odradzić masaż komuś, kto chce zapłacić, i uważam to za część tej pracy, a nie za jej brak.
Na co umawiam się, zanim się położysz
Stół jest dla ciebie, a nie ty dla stołu, i z tego zdania wynika cała reszta. Nie musisz się do masażu przygotowywać: golić się, depilować ani czekać z zapisem na lepszy moment w relacji z własnym ciałem. Nie oglądam ciała po to, żeby je ocenić, tylko po to, żeby wiedzieć, gdzie i jak pracować, i to są dwie zupełnie różne czynności, choć z zewnątrz wyglądają podobnie. Ludzie często kładą się w gabinecie i nieruchomieją, bo im się wydaje, że coś nie wypada. U mnie wypada.
Umawiamy się na początku, że jeśli jest za zimno, za ciepło, za mocno albo za cokolwiek, mówisz mi to w trakcie, a my to poprawiamy. Możesz się poruszyć, przełożyć, wstać, wyjść do łazienki i przerwać sesję w dowolnym momencie. Nie musisz też ze mną rozmawiać, jeżeli akurat nie masz na to ochoty, bo milczenie na stole nie jest niczyją porażką. Jedyne, o co proszę, to powiedzenie mi o rzeczach, o których nie mam skąd wiedzieć: o ciąży, lekach rozrzedzających krew, świeżych urazach i o dacie w kalendarzu, na którą nie mogą być widoczne ślady po bańce.
To, co dzieje się w gabinecie i na sesji zdjęciowej, zostaje między nami. Zdjęcia publikuję wyłącznie za wyraźną zgodą, o którą pytam osobno, już po sesji, kiedy widzisz konkretne kadry, a nie w umowie na starcie. Odmowa nie wymaga uzasadnienia i nie zmienia niczego w tym, co dostajesz. Więcej piszę na stronie o przeciwwskazaniach do masażu bańką.
Co mówią osoby, które u mnie były
Poniżej cztery opinie po sesjach zdjęciowych, w formie, w jakiej do mnie przyszły. Nie poprawiam w nich niczego poza literówkami i nie skracam ich tak, żeby zostały same pochwały. Opinii o masażu na tej stronie jeszcze nie ma, bo tę część pracy prowadzę od niedawna i zbieram je dopiero teraz. Nie zamierzam ich sobie w międzyczasie dopisać.
Miałam duże opory wewnętrzne przed obiektywem, na samą myśl o zdjęciach spinałam się jak żaba, a z Adą wszystko się rozpłynęło. Ada wspaniale potrafi wytworzyć atmosferę swobody i uchwycić twoje naturalne piękno.
Ada dostrzega w każdym indywidualność i charakter, jest empatyczna, cierpliwa i pełna profesjonalizmu. Podczas sesji panuje przyjemna i swobodna atmosfera. Wyciągnęłaś ze mnie więcej niż myślałam, że mam.
Robiłyśmy razem sesję na zewnątrz. Ada starannie dobiera kadry, wie czego chce i pomaga to osiągnąć. Wybiera tylko najlepsze zdjęcia, więc nie dostaje się pięćdziesięciu do wyboru, tylko już wyselekcjonowane, i to bardzo ułatwia wybór.
Było to doświadczenie, w którym mogłam się otworzyć, czuć się piękna i dostrzeżona. Serdeczna i ciepła atmosfera nam towarzyszyła. Jestem wdzięczna.
Dwie drogi, jedno miejsce
Jeśli to czytasz i wahasz się między sesją a masażem, napisz albo zadzwoń i opowiedz w dwóch zdaniach, czego dziś potrzebujesz bardziej. Zdarza się, że po takiej rozmowie proponuję coś innego, niż było w pytaniu, albo mówię, że akurat teraz nie warto się umawiać. Nie ma tu żadnego pakietu, do którego trzeba cię przekonać, jest kalendarz i dwie usługi.